Lipiec 2019 r.

Opublikowano w 27 maja 2026 13:05

Ta historia wciąga od pierwszych zdań — jest prawdziwa, emocjonalna i bardzo ludzka. To opowieść o codziennym życiu, miłości i momentach, które potrafią zmienić wszystko w jednej chwili. Autor w szczery i obrazowy sposób pokazuje, jak zwykłe wydarzenia mogą przerodzić się w początek trudnej walki z bólem i własnymi ograniczeniami. Jeśli lubisz autentyczne historie, napisane z humorem, emocjami i bez sztucznego patosu — ten tekst zdecydowanie jest dla Ciebie.

Mieszkaliśmy razem we wspólnie wynajętym mieszkaniu. Od niedawna było ono naszym wspólnym miejscem do życia, mimo że z moją dziewczyną znaliśmy się jeszcze stosunkowo krótko. Było to jednak wspaniałe miejsce — blisko pracy mojej partnerki, co bardzo ją cieszyło, a mnie tym bardziej, mimo że codziennie musiałem poświęcać godzinę na dojazd do pracy.

Minęło już pół roku naszego związku. Poznaliśmy się lepiej, dzięki czemu nasze rozmowy stały się głębsze i zaczęliśmy poruszać trudniejsze tematy dotyczące życia. Diagnoza choroby okazała się jednak dopiero początkiem trudnych decyzji i odkładania pewnych spraw na później.

Po długiej i wymagającej rozmowie postanowiliśmy zamienić wynajmowane mieszkanie na rodzinny lokal mojej dziewczyny. Oczywiście temat został wcześniej omówiony z osobami decydującymi o tej sprawie. Zapewne Ania — nazwijmy tak moją dziewczynę — wcześniej wyjaśniła wszystko swojej mamie, dlatego ostateczna decyzja przyszła dość łatwo.

Zabraliśmy się za pakowanie naszych rzeczy. Nie było to szczególnie trudne, ponieważ wszystko, co znajdowało się w mieszkaniu, należało do nas. Zaczęliśmy od pakowania moich rzeczy do kartonowych pudełek, które mieliśmy przewieźć do mojego domu rodzinnego, oddalonego o sto kilometrów. Pakowałem głównie mniej potrzebne przedmioty — takie, których nie używałem na co dzień albo które w ogóle nie były mi potrzebne. W końcu w nowym miejscu mieliśmy mniej przestrzeni niż wcześniej.

Podczas wkładania większego kartonu do samochodu poczułem ból w odcinku lędźwiowym. Promieniował w dół — do pośladków i nóg. Nie było to przyjemne, ale potrafiłem sobie radzić z takim bólem, bo podobne sytuacje zdarzały mi się od wielu lat.

Samochód został spakowany, a wszystkie miejsca w naszym średniej wielkości sedanie zajęte. Ruszyliśmy z Anią w drogę do szczęścia… to znaczy do mojego rodzinnego domu. Oczywiście po drodze zatrzymaliśmy się w najsłynniejszej restauracji świata — tej ze złotymi łukami. Jedzenie smakowało wyjątkowo dobrze. Zaparkowaliśmy tuż przy wejściu — skoro było wolne miejsce, szkoda było iść dalej. Kupiliśmy jedzenie i wróciliśmy do auta, bo właśnie tak lubiliśmy podróżować: coś dobrego do jedzenia i wspólna droga przed nami.

Wsiedliśmy do samochodu i wtedy pojawił się ogromny ból pleców. To nie było już to samo co wcześniej. Nie był to zwykły ból lędźwiowy — nie wiem nawet, jak to opisać. Lędźwie wysyłały sygnały nadchodzącego koszmaru.

Usiadłem w aucie, a właściwie opadłem na fotel, niemal wisząc nad nim z bólu. Przez chwilę nie mogłem ruszyć się nawet o milimetr. Niestety musieliśmy jechać dalej — spotkać się z moją mamą i siostrą oraz zostawić przywiezione rzeczy. Postanowiłem więc prowadzić dalej, choć nie było to łatwe. W takim stanie nie powinienem w ogóle siadać za kierownicą, ale wtedy wydawało się, że nie mamy innego wyjścia.

Po dotarciu na miejsce opowiedziałem, co się wydarzyło, i wskazałem miejsca, z których dochodził ból.

Zapadła decyzja, że trzeba jechać do lekarza i poprosić o pomoc. Było to bardzo trudne, ponieważ po powrocie do domu praktycznie nie mogłem się ruszać. Obie nogi były tak spięte, że każdy ruch powodował przeszywający ból — jakby impuls neurologiczny uderzał w każdy nerw w ciele. To był najgorszy ból, jaki kiedykolwiek czułem — chyba nawet gorszy od porodu, którego na szczęście nigdy nie będę musiał przeżywać. Drogie Panie — jeśli znacie podobne odczucia, dajcie znać, co według Was jest najbardziej bolesne. 😉

Lekarka dokładnie mnie zbadała. Musiałem wyglądać fatalnie — poruszałem się jak poturbowany szop pracz. Stwierdziła, że najprawdopodobniej to rwa kulszowa. Na początek dostałem zastrzyk przeciwbólowy… oczywiście w pośladek.

Niestety pomógł tylko na chwilę — właściwie jedynie na tyle, bym wytrzymał drogę powrotną jako kierowca. Kiedy już siedziałem i poza stopami nie musiałem poruszać nogami, udało mi się dojechać do domu.

Przez kolejny miesiąc mieszkaliśmy jeszcze w dotychczasowym lokum. Około trzech tygodni praktycznie przeleżałem w łóżku, będąc na zwolnieniu lekarskim. Każdy ruch wywoływał uczucie, jakby ktoś wbijał mi w ciało widły. Dopiero po otrzymaniu silniejszych leków mogłem zacząć się w miarę normalnie poruszać.

Niestety ból lędźwiowy okazał się — zależnie od punktu widzenia — szczęśliwym albo nieszczęśliwym początkiem odkrycia znacznie poważniejszej diagnozy. W tamtym czasie przyjmowałem również leki rozluźniające mięśnie, które zmniejszały napięcie i pozwalały choć trochę odpocząć podczas snu. Lekarz uprzedził mnie jednak, by zachować ostrożność. Zgodnie z jego zaleceniem miałem zacząć od połowy tabletki, a jeśli wszystko będzie w porządku — przejść do pełnej dawki.

Tak właśnie zrobiłem. Po przyjęciu połowy tabletki poczułem się świetnie. Zachęcony tym efektem, następnego wieczoru z pełnym przekonaniem wziąłem już całą tabletkę i w dobrym nastroju zasnąłem.

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.